Reklama
  • Czwartek, 24 marca (15:05)

    Paweł Fortuna i Łukasz Bożycki. Czego możemy nauczyć się od zwierząt?

By przeżyć w niebezpiecznym środowisku, zwierzęta znalazły rozwiązania, które mogą być dla nas natchnieniem… w pracy. O tym, czego możemy się nauczyć od wilków, słoni i bobrów, z psychologiem Pawłem Fortuną i biologiem Łukaszem Bożyckim rozmawia Magdalena Jankowska

Paweł Fortuna – dr nauk humanistycznych, psycholog, muzyk, autor książek, m.in. „Pozytywnej psychologii porażki…”.

Reklama

PANI: W biznesie lubimy się porównywać do rekinów, lwów, młodych wilków. Ale czytałam, że trafniejszą analogią byłoby stado pawianów, bo małpy, jak my, bez końca walczą o najlepsze miejsce na drzewie i dostęp do kokosów. Panowie też mają swoje ulubione porównania?

Paweł Fortuna: Nie, bo każda analogia ma tę wadę, że uwypukla jeden aspekt, a przesłania inne. Nie chcemy traktować świata zwierząt jak lustra do przeglądania się – to tylko wzmacnia nasz ludzki egocentryzm, skłania do uproszczeń. Ty jesteś lwem biznesu, ja mam serce jak żyrafa… To jest sposób myślenia, który się nam dziś narzuca: zobacz w sobie zwierzę i je obudź.

A więc jeśli nie porównania, to co?

P.F.: Inspiracja, zrozumienie. My, ludzie, mamy bardzo wiele problemów, z którymi słabo sobie radzimy. Zwierzęta, żeby przeżyć w niebezpiecznym środowisku, znalazły rozwiązania, które mogą być dla nas natchnieniem, źródłem pomysłów. Zamiast indukować sobie analogie i mówić, że jesteśmy jak tygrysy, zauważmy, że istnieje bioróżnorodność, a w ludzkim świecie – biznesoróżnorodność. Na przykład „pawianizm”, o którym pani wspomniała, rzeczywiście występuje w niektórych firmach, ale tylko w niektórych. Są tam szefowie uprawiający coś, co ja nazywam nanibizmem – na niby interesują się firmą i zespołem, a tak naprawdę zaspokajają potrzebę prestiżu i władzy, karmią swoje ego. To nie jest jedyna postawa.

Ale jednak ważna, bo potrzeby hierarchii i prestiżu mamy zakodowane w genomie. Badania pokazują, że pięcioletnim dzieciom wystarczy kwadrans, by wyłonić lidera w przedszkolnej grupie.

Łukasz Bożycki: I w zwierzęcym, i w ludzkim stadzie jego członkowie wyłaniają lidera, ale odbywa się to w różny sposób i nie w każdej grupie chodzi o to samo. Dzieci potrzebują przywódcy w zabawie, małpy wybierają najsilniejszego samca – nie ma jednego modelu. Na przykład samica przewodząca stadu słoni to ta, która potrafi poprowadzić je do wodopoju. Jeśli się pomyli, może to oznaczać wielokilometrowy marsz i śmierć. Ta odpowiedzialność sprawia, że kiedy liderka umiera, to żadna z samic nie chce przejąć jej roli. Dopiero naciski grupy – uparte naśladowanie zachowań wybranej samicy (ona wstaje – pozostałe też, ona je – one również, ona się kładzie – reszta tak samo) – zmuszają ją do przewodzenia.

P.F.: Potrzeba hierarchii nie wyraża się w tym, że wszyscy chcemy dominować. Jedni mają skłonności przywódcze, u innych silniejsza jest chęć submisji, czyli podporządkowywania się. Przede wszystkim zależy nam, by znaleźć swoje miejsce w grupie. Ktoś chce być pomysłodawcą, ktoś inny wykonawcą, a kolejny – duszą towarzystwa. Mam wrażenie, że większość z nas dziś tego nie rozumie. Jest jakaś presja, także medialna, żebyśmy przyjęli jeden wzorzec osobowy, jakoby najlepszy dla naszych czasów. Masz być człowiekiem sukcesu w każdej dziedzinie, aktywnym, przywódczym, wielozadaniowym, wiecznie młodym. Z jakiego powodu, po co? Nie wiadomo.

Z badań wynika, że to nie daje szczęścia. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że dziś w wielu firmach wcale nie jest potrzebny lider z charyzmą, lecz osoba koordynująca, dająca narzędzia pracy i kontrolująca. Bo jeśli firma zatrudnia grono ekspertów, osób kompetentnych, to one nie oczekują, że ktoś je poprowadzi. Trzeba im raczej zorganizować warunki pracy, i to jest zadanie lidera.

W świecie ludzi oprócz umiejętności liczą się też plecy, czyli znajomości, rodzinne układy.

Ł.B.: W stadzie wilków szczenię samicy alfa też ma łatwiej, ale zjawisko przywożenia liderów w teczkach nie występuje. Konieczne są umiejętności, jak u słoni, albo rywalizacyjne strategie. Badacze zaobserwowali przypadek szympansa, który zdobył władzę za pomocą plastikowych kanistrów. Znalazł je i postraszył nimi grupę oraz samego lidera. Inny przykład przejęcia władzy to historia małego inteligentnego szympansa, który stworzył układ w parze „sprytny i silny”. Chował się za plecami wielkiego szympansa, który w bójce pokonał szefa. Stado wybrało zwycięzcę, ale ten się nie palił do roli lidera. Wtedy zza jego pleców wyszedł ten sprytny i przejął władzę.

W swojej książce opisujecie też przykład małej rybki, błazenka (wygląda jak filmowy Nemo), która chroni się w ramionach toksycznego ukwiału, na którego jad się uodporniła. To strategia poszukiwania potężnego protektora? Poniosę koszty życia z groźnym ukwiałem, żeby przetrwać na drapieżnym wolnym rynku?

Ł.B.: Rafa koralowa, tak jak wolny rynek, jest bardzo niebezpiecznym środowiskiem. Możesz tu zginąć na bardzo wiele sposobów. Błazenek symbolizuje osobę bezbronną – prawie wszyscy chcą go zabić: ośmiornice, ukwiały, węże morskie, drapieżne ryby, np. mureny. Albo więc zginie, albo rozwiąże ten problem. Błazenek wybrał przeciwnika i przekształcił go w swojego sojusznika, przestając reagować na jego toksyny. Może zaczął przyjmować jad w małych dawkach i się na niego uodpornił? A może postawił na „grubą skórę”, produkując więcej śluzu? Naukowcy się o to spierają. Niezależnie od tego, jaka jest prawda, faktem jest, że błazenek zaczął się chować w ramionach swego śmiertelnego wroga.

To możliwe tak się uodpornić?

P.F.: Oczywiście, przecież od urodzenia przestajemy być wrażliwi na wirusy, drażniące czynniki, hałas, zapachy. Zwariowalibyśmy, gdyby nie ta umiejętność. Najważniejsze to uświadomić sobie, jaki typ alergenu działa na nas najsilniej – mnie może „truć” sarkastyczny ton głosu, panią – cyniczne spojrzenie, to wszystko zależy od naszej indywidualnej wrażliwości, uzyskanej w trakcie rozwoju. Innymi słowy, trzeba zacząć od siebie. Pomyśleć: OK, a co by się działo, gdybym nie był wrażliwy na ten głos? Inaczej pozostaniemy na etapie wymyślania sobie usprawiedliwień typu: moje życie byłoby lepsze, gdyby nie osoby, które spotykam.

Cudowne zwolnienie z odpowiedzialności za własny rozwój. Gdy mówimy o strategii błazenka, przypomina mi się historia konfliktu między młodym jeszcze Izaakiem Newtonem a uznanym przyrodnikiem Robertem Hookiem, członkiem Towarzystwa Królewskiego, do którego Newton aspirował. Hooke go krytykował, a Newton neutralizował te ataki, a nawet gasił w zarodku, formułując długie listy pytań do każdego ze swoich eksperymentów. Nie zaprzyjaźnili się, jednak Newton został nie tylko członkiem, ale i prezesem Towarzystwa Królewskiego.

Im nie udało się nawiązać współpracy, a przecież czasem dla dobra transakcji musimy się dogadać z trudnym partnerem. Podajecie w książce przykłady przyjaznych relacji między kotem i papugą, lwicą i gazelą. Jak budować takie mosty przyjaźni?

P.F.: Najważniejszą sprawą jest zrezygnować z pozycji konfrontacyjnej. Trzeba dostrzec i wysunąć na pierwszy plan nadrzędną ideę, o którą nam obojgu chodzi. W świecie nauki jest to prawda, w polityce powinno to być dobro wspólne, w biznesie są to pieniądze, które można zarobić.

Ja mam takie narzędzia, ty masz takie, więc razem możemy więcej. Jeżeli nie zobaczymy tej wspólnej płaszczyzny, pozostaniemy rywalami, ale jeśli ją dostrzeżemy – powinniśmy się dogadać. Wtedy będziemy teamem broniącym wspólnego terytorium.

Na co warto się zapatrzyć, gdy jesteśmy młodymi przedsiębiorcami, chcemy przebić się na rynku?

Ł.B.: Na pliszki siwe. Kiedy wiosną wracają do nas ze swoich zimowisk, stosują trzy strategie. Pierwsza fala przylatuje w marcu – może zająć terytoria obiecujące najlepszy dostęp do pokarmu i z największymi szansami na założenie gniazda, spłodzenie potomstwa. Jednak te pliszki najwięcej ryzykują, bo jeśli wiosna się spóźni, nie będzie tak różowo. Wtedy w lepszej sytuacji będą te z drugiej fali, które zajmą może nie tak dobre, ale wciąż jeszcze własne terytoria, i założą gniazda. Trzecia fala przylatuje, gdy dobre tereny są już zajęte.

Czyli bądź pierwszy w swojej branży?

P.F.: Tak, bądź pierwszy, bądź unikalny. W świecie marketingu są takie trzy pytania, na które powinniśmy sobie odpowiedzieć, zakładając firmę. Po pierwsze: co masz takiego, czego nie ma nikt inny? To nie musi być nawet prawdziwa unikalność, lecz wyjątkowość, którą potrafisz wskazać, uwypuklić. Przykład gumy do żucia, która zmienia pH w ustach po jedzeniu – wszystkie zmieniają, ale tylko jedna potrafiła na tym haśle zbić kapitał unikalności.

Po drugie: dlaczego kontakt z tobą jest wyjątkowy? Jaki typ ciekawych i przyjemnych doświadczeń dostarczasz mi w przeciwieństwie do innych? Tu jest pole do popisu dla naszej indywidualności i wyjątkowego stylu bycia. I po trzecie: na jakich wartościach bazuje twoja firma, dlaczego tobie mam zaufać?

Co z trzecią falą pliszek, tą spóźnioną? Przegrywa?

Ł.B.: Nie, inspiracja jest taka: bądź pierwszy albo zostań podwykonawcą. Bo pliszka spóźniona, odpędzana przez inne z ich terytoriów, czasem zgłasza się do samca uprzywilejowanego i zawiera z nim umowę: ja ci pomogę chronić terytorium przed innymi pliszkami, a ty mi tu na skraju, przy krzaku, dasz kawałek swojego terenu. Będę sobie tu żerowała, a jak będziesz potrzebował pomocy, to pamiętaj, że jestem twoim najemnikiem. I wszystko jest dobrze, dopóki nie przyjdzie kryzys na rynku pokarmu z powodu ulewnych deszczy lub suszy. Bo wtedy samiec-właściciel wyrzuca podwykonawcę w obawie o swoje „dochody”.

P.F.: Nie oznacza to, że strategia podwykonawcy jest niekorzystna. To miejsce, w którym zdobywamy doświadczenie: jak się zarządza „terytorium”, jakie są procedury, jak zdobywać i utrzymywać kontakty. To wszystko trzeba gdzieś przećwiczyć, nauczyć się, jak nie popełniać błędów później, już we własnym biznesie. Nieraz kiedy mówię o strategii pliszek młodym programistom, są niezadowoleni, bo oni już, natychmiast muszą wymyślić nowego Facebooka. Zaniedbują studia, wciąż rozglądają się za możliwościami na rynku, bo chcą powtórzyć sukces Zuckerberga.

A tymczasem jeśli jesteśmy spóźnieni, powinniśmy wykorzystać ten czas na naukę. Inny częsty błąd to upieranie się, że sukces można odnieść tylko w metropoliach, na przykład w Warszawie. Szkoda, że nie od razu na Manhattanie, gdzie jest już wszystko. Może lepiej jednak poszukać miejsc, gdzie można być pierwszym, a więc bezkonkurencyjnym?

A jeśli już jestem pierwsza? Są jakieś podpowiedzi dla szefów?

P.F.: Niejedna, np. warto mieć dobrego zastępcę. Tej lekcji udzielają nam wilki.

Ł.B.: Ich wataha ma bardzo uporządkowaną hierarchię – przewodzi jej para alfa, basior i wadera, a każdy w stadzie ma swój przydział obowiązków: są tropiciele, naganiacze. Samiec alfa ma zastępcę, wilka od czarnej roboty. To samiec beta, który jest od tego, żeby wymierzać sprawiedliwość, karać niesubordynowanych, tych, którzy łamią zasady panujące w stadzie. To ważne, bo jeśli ktoś się wyłamuje ze swojej roli, wilki mają problem ze zdobyciem pokarmu.

Sygnał do karania daje samiec alfa, ale to beta otwiera pysk, a karcony wilk musi podejść i wsunąć swój między zęby zastępcy. I choć do rozlewu krwi dochodzi rzadko, po śmierci przywódcy beta prawie nigdy nie zostaje szefem, ponieważ całe stado go nienawidzi. Kochają alfę, który ma dobry wizerunek, choć to dzięki samcowi beta lider może łagodzić konflikty, zachęcać do zabawy i przewodzić stadu. Czarną robotę i złe emocje bierze na siebie zastępca.

Ale to jest też sygnał dla zastępcy: jeśli jesteś od czarnej roboty, nie zostaniesz szefem.

P.F.: Tak, taka może być cena jego bardzo wysokiej pozycji w grupie. Pada ofiarą swojej roli i złego wizerunku. Warto pamiętać, że hierarchiczne uprzedzenia są niezwykle żywe i w świecie ludzi, i zwierząt.

Ł.B.: Bardzo dobrze pokazuje to przykład Imo, młodej samicy makaka japońskiego ze stada obserwowanego na małej wysepce Koshima. Naukowcy, którzy badali zwierzęta na otwartym terenie, wysypywali na brzegu morza bataty. Makaki przychodziły i jadły przysmak, podnosząc go z piasku. W pewnym momencie młoda samica zaczęła zanurzać ziemniaki w morskiej wodzie i zauważyła, że moczony batat jest lekko słony i pozbawiony piasku. Czy stado zaczęło robić to, co ona? Gdzie tam! Kto by naśladował małe samiczki. Ale jej rówieśniczki zrobiły to samo, a potem ich koleżanki, matki, wreszcie starszyzna. Wówczas naukowcy wysypali na piasek ryż. Małpy wybierały ziarenka z piachu.

Imo znalazła i na to rozwiązanie – rzucała ryż na wodę i proszę, ryż pływał, więc łatwo i szybko można go było oddzielić od piasku. Czy stado się czegoś nauczyło i poszło w jej ślady? Skądże! Cały cykl został powtórzony: naśladowały ją koleżanki, ich matki i dopiero na samym końcu samce.

Jaka stąd inspiracja dla biznesu?

P.F.: Chwytaj pomysł. Nie ulegaj hierarchicznym uprzedzeniom, szukaj w zespole Imo i ucz się od niej. A jeśli jesteś młody, szukaj „ambasadorów zmian” wśród starszych stażem i przekonuj ich do otwarcia się na nowości.

Mądrość lidera polega na tym, że on pierwszy pokazuje, iż można uczyć się od młodszych, a także czerpać z nietypowych źródeł – choćby ze świata zwierząt. Dostrzegam to pobłażanie u starszych menedżerów: jak on, facet z MBI, ma uczyć się od… pliszek? Lwa, orła jeszcze by zaakceptował, ale bobra lub rybę?

Tylko czy Panowie nie idealizują trochę świata zwierząt? Piszecie, żeby się inspirować bobrami, nazywacie ich strategię racjonalnym gospodarowaniem. Jednak bobry wznosząc tamy, tworzą dla siebie przyjazne środowisko i niszczą las. W sumie działają podobnie jak my, ludzie.

Ł.B.: Skądże! My zmniejszamy bioróżnorodność, a bobry ją zwiększają. Osuszamy łąki, uprawiamy pola i nawozimy je – to jest dobre dla nas, ale dla kogo jeszcze? Zwierzęta się wynoszą, owady umierają. Kiedy bóbr zbuduje tamę i zaleje pole pszenicy, z punktu widzenia świata przyrody zmienia monokulturę – z której korzystali tylko ludzie – w środowisko dobre dla tysięcy gatunków. Napłyną ryby, przylecą ważki, pojawią się motyle, larwy chrząszczy przyciągną dzięcioły, bo bóbr zrobił tamę. A proszę iść do lasu posadzonego przez człowieka: to są hodowle desek, nawet ptaki tam nie śpiewają.

Bóbr „prowadzi biznes” ekologicznie?

P.F.: Jeśli nie zapomnimy o cudzysłowie, można tak powiedzieć. Jego przesłanie brzmi: modyfikuj środowisko tak, żeby było miejsce dla innych. Pamiętaj o społecznej odpowiedzialności biznesu, żeby świat zmieniał się na lepsze wraz z twoimi zyskami. Nie wyjaławiaj dziedziny, którą się zajmujesz, nie drenuj do ostatniej kropli. Zauważaj, że inni od ciebie zależą. Już tak jest, że swoją wielkość szef ujawnia w kontakcie z portierem, a nie z kontrahentem, od którego jest uzależniony i z którym robi interes.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Gdy ktoś powie ci komplement, nie zastanawiaj się, jaki ma w tym cel. Przyjmij miłe słowa z uśmiechem więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.